Si vis pacem para bellum

Szwejk

Gdy zwiedzałem muzeum o powstaniu, nie dotarłem do salki poświęconej setkom tysięcy zamordowanych cywilów. Umęczony dokładnym studiowaniem przykładów bohaterstwa, nie dałem rady. Zaciągnęła mnie do niej za rękę zbulwersowana koleżanka, pracująca na miejscu.

Do Szwejka, dzieciaki zmordowane historiami o niewiele starszych rówieśnikach, traktowanych jak kamienie rzucane na szaniec, nie mają szans dotrzeć, zresztą Szwejk nie ma szans na znalezienie się w wykazie lektur. Zapnijcie pasy. Czytaj dalej

Enderowi uciekł piątek z kalendarza.

Dla ludzi, którzy przez całe życie obcowali z psem czy szympansem bonobo, moje refleksje będą nad wyraz banalne. Mnie zamiast psa do bloku rodzice kupili stadko gupików, babcia na wsi trzymała psa na łańcuchu więc wyrosłem w prawdziwie katolickiej wizji świata: człowiek to człowiek a zwierzę to zwierzę. A tu bach. Enderowi uciekł piątek z kalendarza.

Czytaj dalej

Jak Prus nie został leśnikiem.

Prus, śledztwo biograficzne, Monika Piątkowska.

Wczoraj wieczorem prywatna korporacja wystrzeliła ludzi na orbitę. Inna prywatna korporacja zna nas lepiej niż my sami. Wie, kiedy będziemy mieli dziecko, zanim powie nam to własną żona. Kataloguje nasze wspomnienia i dzieli się nimi z nami kiedy jej przyjdzie na to ochota. Żyjemy w czasach o których jeszcze niedawno można było tylko czytać w lepszych lub gorszych powieściach SF.

Czytaj dalej

Pazerność popłaca!

Chór Zapomnianych Głosów, Remigiusz MrózOdkąd pamiętam dostawałem w prezencie książki. Mam schowanego „Króla Niespałka” z dedykacją „wzorowemu uczniowi kl. IB” i „Żołnierzyka” Goszczurnego, którego w wieku ośmiu lat dostałem od rodziców z wykaligrafowaną przez mamę dedykacją. Zmyliło ich trochę zdrobnienie w tytule i bajkowa okładka, książka o perypetiach młodego żołnierza, zdecydowanie nie była adresowana dla dzieci. Małą paczkę z „Chórem zapomnianych głosów” Remigiusza Mroza znalazłem na oknie. Listonosz nie zdołał jej upchać w skrzynce na listy.

Czytaj dalej

Nigdzie nie uciekniesz.

Wszyscy pamiętamy Guernicę czy obłąkane portery kobiet z dwoma nosami. W muzeum  moją uwagę zwróciły jego proste, rysowane praktycznie jedną kreską rysunki. Byk, ptak, torerro, koń, proste do ostateczności. „Bieguni” Noblistki są w jakimś sensie podobni, tylko jakby à rebours: z pozornego nadmiaru na pozór bezładnych kresek i plam, wyziera arcydzieło.

Do chłodnego muzeum wszedłem z rozgrzanych jak piece kaflowe kamiennych ulic Malagi. Nie miałem zakurzonych butów ani znoszonego plecaka. To była akurat pierwsza w życiu organizowana przez biuro podróży wycieczka. Czytaj dalej

O muzyce w czasach zarazy

Słucham DakhaBrakha, ukraińskiego zespołu śpiewającego mniej lub bardziej oryginalną muzykę ludową.  Kobiety ubrane w haftowane  koszule i  karakułowe czapy, chyba co najmniej dwa razy wyższe od tych oryginalnie ulubionych przez kozaków.

W muzyce tej słyszę treści, o  których mówiłem od dawna, ale to pandemia pchnęła mnie do tego, by wreszcie o tym napisać.

Czytaj dalej

Potrzebujemy metanoi?

Warsztaty dotyczące antropogenicznych emisji C02 do atmosfery

    Prototyp warsztatów dotyczących antropogenicznych emisji C02 do atmosfery, prototyp Wiktor Naturski

Jakiś czas temu wraz z grupą edukatorów udaliśmy się na konferencję na drugi koniec Polski samolotem. Wybór środka transportu był uzasadniony ekonomicznie, jednak z punktu widzenia utrzymania neutralności klimatycznej był fatalny. Sektor lotniczy emituje niesamowitą ilość gazów cieplarnianych do atmosfery, a każdy pasażer zostawia tzw. ślad węglowy. Cena przelotów jest zaś sztucznie obniżana przez mocno obniżone podatki na paliwo lotnicze, państwowe dotacje do infrastruktury. Gdy się o tym dowiedziałem, od przyjaciół stowarzyszonych w Stowarzyszeniu Edukatorów Leśnych, przeżyłem chyba swój moment metanoi. Czytaj dalej

Z Achajów my wszyscy.


Wstyd się przyznać do czytania czy oglądania niektórych rzeczy. Mnie przydarzyły się ostatnio „Ciemne Materie” Pullmana. Zacząłem od serialu, skończyłem na trzytomowej trylogii. Dlaczego nie wypada? Serial na oko dla nastolatek. Pewnie ktoś, kto połknął wszystkie tomy „Ani z Zielonego Wzgórza”, nie powinien się krygować. Na szczęście doprawiłem wszystko wczoraj „Trojankami” Klaty, które mi domknęły wszystko.

Czytaj dalej